poniedziałek, 10 października 2016

o gwiazdkach

*

"Pocieszam się tylko, że mimo wszystko robię postępy w umiejętności kochania."

**

"To był niespokojny duch. Dla niej liczyła się twórczość, miłość, rozmowa. Była osobą bardzo delikatną i wrażliwą, dzięki czemu możliwe były te piosenki, wiersze i książki. To jednocześnie osoba bardzo zdecydowana i kategoryczna, kiedy zmierzała do jakiegoś celu. Zarówno kiedy celem było opublikowanie wiersza, wystawienie musicalu czy też miłość, czy też podróż – wówczas ona nagle zmieniała się w czołg, który miażdży wszystko po drodze".

***

"Często kocha się "z przerwami". To znaczy czasem jest tak, że aż brzuch boli i oczy pieką."

*

"Smutnopociągający. Niby zblazowany, ale czasem pojawiał się ten błysk w oku i chytrość ze sprytem pomieszana. Lubię go takiego ożywionego, zaangażowanego i spontanicznego. Jak zawsze wkurzał mnie okropnie tym swoim wywyższaniem się, w końcu najbardziej wkurza nas własne odbicie. Czasami zachowuje się jak rozpieszczony mały chłopiec, który potrzebuje uwagi. Tutaj też bardziej ja niż on? Ale dalej jest niesamowicie pociągający, pomimo, że schudł. I nieodmiennie jest niepoprawnym idealistą. Zaangażował się społecznie, więcej robi dla siebie niż wcześniej starając się przede wszystkim zaskarbić względy innych osób. Dobrze się skonfrontować."



I co tu prawdą jest? Słowa bardziej ulotne niż myśli i "ślady" po samolocie. Wczoraj prawdziwe, jutro już nie.


Wyrzucając melancholię
radosna staję się.

Cmoki dwa
Nat

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Maj cały rok, czy to nie pięknie?


Kolory, które wyryte w pamięci nie chcą odejść. Błękity, granaty albo zieleń tak soczysta, że aż razi w oczy.
------
Irlandia. Maj się mai rok cały. Czy to nie pięknie?
 

niedziela, 21 lutego 2016

кусочек везенья

Jest tak krucha jak opadły, jesienny liść schowany między kartki zeszytu gotowy pokruszyć się .
Jest tak gwałtowna i silna jak zimowy sztorm nad oceanem.

Czy brak mi odwagi, by głośno przyznać to, o czym świergotam między wierszami każdej nowo poznanej osobie, a regularnie również całej reszcie znajomych? Próbuję zamknąć w słowach moją fascynację Łotwą od pierwszej chwili, kiedy autobus, którym jechałam stanął do kontroli na granicy litewsko-łotewskiej, od kiedy sznur smukłych brzóz wyrył się w mojej pamięci jak napis "Kawałek szczęścia" na drewnianym breloczku, kupionym na kiermaszu w rosyjskojęzycznej podstawówce.

Chciałam dać upust tej fali uczuć w pracy dyplomowej. Pracy nie napisałam, ale zakopałam się w książkach i artykułach na temat niełatwej Łotwy. Im więcej czytałam, tym bardziej się angażowałam i tym więcej uczuć miałam w stosunku do tego niewielkiego kraju.

Wczoraj znowu opowiadałam o Łotwie. Już trzeci raz w ciągu ostatniego tygodnia rozpływam się we własnej fascynacji nad tym niepozornym krajem.



Jesienią dwa lata temu rzucałam się w górę liści na łotewskiej ziemi. Mija trzecia godzina, dwudziesty ósmy miesiąc, od kiedy straciłam głowę i serce.




piątek, 15 stycznia 2016

piątek, 6 listopada 2015

Pani Jesień - dobra i wyrozumiała bądź.


Bardziej smutna niż pogoda patrzę za okno z widokiem na wschodnioeuropejską mgłę i  schowane w niej żółto-zielone i lekko bure korony drzew. Sznur samochodów na drodze szybkiego ruchu i ten nieustający hałas. Niebo, które zawisło. Słońce, które zniknęło. Radość, która odeszła. 

Szukam ciepła co kołysze i utula w melodiach Norah Jones, w herbacie z imbirem, w migotaniu promienia świecy, w smaku chleba i sennych marzeniach.

Tęsknię za rytuałami. Tęsknię za ciepłem. Tęsknię za widokiem z balkonu, za fiołkiem, daktylami, mlekiem migdałowym, kawą z Belli, za wspólną wieczorną herbatą ziołową, podglądaniem balkonowych roślin, zmywaniem naczyń, wchodzeniem na czwarte piętro, ciszą za oknem, uśmiechem w środku, planami na weekend, bitwą na łaskotki i cmoki w ucho, za troską, za miłością i za obecnością. Namacalną. Do objęcia, popatrzenia, ugryzienia, poszturchania, wysłuchania i porozmawiania. O Tobie. O mnie. O nas. I o niej - tej najważniejszej z najważniejszych - Matce nas wszystkich. O wartościach i ideałach.  Zachłannie. Niecierpliwie. Z pasją i niezaprzeczalną racją. Z wiarą i nadzieją. Do rana. I do nocy.  

Tęsknię za meblami, zapachami, smakami i dźwiękami, za kąpielą w wannie, leniuchowaniem na kanapie, wycieczkami rowerowymi, niespodziankami dla mnie i ode mnie, za posiłkiem dedykowanym, za wspólnym gotowaniem i jedzeniem z przyjaciółmi, za tańcami, zawrotami głowy, za brakiem telewizora i internetu, za czasem autentycznym, za górami na horyzoncie, za zielenią zieloną i spokojnym porankiem z życzeniem miłego dnia.

Czy to dom właśnie?

Nic więcej mi nie potrzeba - może tylko przywrócenia marzeń. 

Iluzjo trwaj!


wtorek, 23 grudnia 2014


Czekam wiosny:
zeby spodniami w kwiaty dodac sobie animuszu;
zeby usiasc na lawce nad rzeka, patrzec w niebo, spijac cieplo slonca i moc tak siedziec, az zdretwieja nogi;
zeby wyciagnac znowu gitare i uwierzyc, ze moge;
zeby sciagnac te wielkie adidasy, na ktore juz nie moge patrzec.

Mowia, ze zima lagodna i nawet liscie jeszcze na drzewach, a  ja widze i nie czuje. Przeciez szczescie buduje, do cholery! Z lodowka i pieknym tureckim dywanem, i sztuczna choinka.

W koncu wolne.
Porozmyslam, pochodze po miescie, pozapalam milion swieczek (o czternastej i dziesiatej rano tez!).
Moze przyjdzie jakies natchnienie, plan na zycie wymysle, znajde wyjscie z labiryntu.
posprzatam mieszkanie, w kazda szparke zajrze. Bo to pomaga podobno. Tylko na co?
Ale to i tak potem. Najpierw sie wyspie.

Takze bez zmian u mnie. W zimowojesiennym nastroju wiecznie rozchwiana emocjonalnie, a ostatnio nawet pusta. Gorzej. Juz chyba wole wodospady uczuc. Tak bywa, wszedzie. Nawet na koncu swiata, w rozowym miescie i na plazy z palmami (w to nie uwierze). Morza mi trzeba! Roweru! Tego, czego nie mam - to oczywiste!
Jakos dalej nie umiem sie z tym pogodzic.

W miedzy czasie podgladam domowe elfy, ktore o czternestej z minutami wychodza ze swoich kryjowek i tancza przez godzine ze sloncem (nawet tym niesmialym, schowanym za prawie niedostepna sciana chmur). Tancza swiatlem i cieniem ku mojej uciesze.
Namiastka wiosny. Prywatny wystep dla stesknionej. Tylko za czym?





Ze sztucznym usmiechem
Natalia